Przyszedł kryzys, zaczynają się kradzieże

Jest taka zasada: kiedy wskaźniki gospodarcze idą w dół, przestępczość wzrasta. Okazuje się, że ta ogólnoświatowa reguła sprawdza się i w Płocku. Ba, u nas kryzys jeszcze dobrze się nie pokazał, a przestępcy już poddają się schyłkowym nastrojom. I wychodzą na ulicę.

Na początek uspokajamy: Płock nie stał się z dnia na dzień siedliskiem występku. - Początek 2009 r. był wyjątkowo spokojny, mniej jest pobić, rozbojów - wymienia Anna Lewandowska z biura prasowego płockiej komendy policji. - Niepokojący wzrost obserwujemy tylko w dwóch kategoriach przestępstw. Chodzi o fałszywe zawiadomienia o kradzieżach, czyli preludia do oszustw ubezpieczeniowych, oraz uliczne wyrwy.

Ukradli, ja wcale nie kłamię

W sobotę małżeństwo z Łęczycy - zamożni przedsiębiorcy - zgłosili płockiej policji kradzież auta, wartego 100 tys. zł, audi A8. Opowiadali, że na weekend przyjechali do swojego mieszkania w Płocku, zaparkowali pod blokiem. A po jakimś czasie auto wyparowało. - Doskonale przygotowani do odegrania swoich ról kobieta i mężczyzna precyzyjnie i zgodnie, razem i oddzielnie, podawali wszystkie okoliczności. Trafili jednak na specjalistów - opowiada Anna Lewandowska. - Pierwszy raz czerwone światło zapaliło się, kiedy policjanci dostrzegli drobne, na pozór nieistotne rozbieżności. Wtedy wzięli małżeństwo w krzyżowy ogień pytań i zgrzytów zaczęło pojawiać się coraz więcej. Aż w końcu oboje pękli. Przyznali, że żadnej kradzieży nie było, mieli zamiar dorobić się na swoim oszustwie: zgłosić kradzież, która oczywiście nigdy nie byłaby wykryta, dostać zaświadczenie z komendy i pójść z nim, jak z kwitkiem do kasy ubezpieczyciela po odszkodowanie. "Ojej, ojej, na co nam to było" - łapała się za głowę kobieta po tym, jak kłamstwa się wydały.

A w zeszłym tygodniu policję próbowało nabrać małżeństwo spod Płocka. Właściciele firmy transportowej twierdzili, że skradziono im całego tira z naczepą, wartego także ok. 100 tys. zł. Szybko wyszło na jaw, że wszystko zmyślili. Firma prosperowała słabo, zleceń było coraz mniej, a raty za leasing tira cisnęły. Małżeństwo postanowiło więc wywieść w pole policję, ta wydałaby potrzebne zaświadczenie, ubezpieczyciel zapłaciłby firmie leasingowej, a oni mieliby problem z głowy. Na wszelki wypadek pocięli kabinę ciężarówki na kawałki i schowali wszystko w opuszczonym gospodarstwie pod Płockiem.

Spryciarzy może być więcej

- I choć już w ub.r. płocka policja była bombardowana fałszywymi zawiadomieniami o przestępstwie, duża ich część dotyczyła widmowych rozbojów. Sytuacji typu: mąż przehulał komórkę i wstydził przyznać się żonie, zjawiał się więc w komendzie i zmyślał, że padł ofiarą brutalnego napadu - mówi Lewandowska. - W tym roku coraz więcej osób próbuje pozbyć się obowiązku spłacania rat, wykaraskać się z kłopotów finansowych i wyłudzić odszkodowania za np. rzekomo skradzione auta. Być może dzieje się tak właśnie za sprawą kryzysu. Policjanci z sekcji kryminalnej przewidują, że takich "spryciarzy" może być coraz więcej.

- Nie radzę lekceważyć policji - ostrzega szef płockiej komendy Jarosław Brach. - Wykrywamy i będziemy wykrywać tego typu oszustwa, a kodeks karny jest nieubłagany, za zgłoszenie niezaistniałego przestępstwa określa karę do 2 lat pozbawienia wolności, za składanie fałszywych zeznań - do lat 3, oszustwo zagrożone jest karą do 8 lat więzienia, a wyłudzenie - do 5 lat. Do tego często dochodzi śmierć zawodowa, bo osoby skazane prawomocnymi wyrokami nie mogą prowadzić pewnych typów działalności, czy wykonywać niektórych zawodów. A jeśli do procesów karnych dojdą - a tak jest najczęściej - cywilne, wytaczane przez np. ubezpieczycieli czy firmy leasingowe, to oszuści często muszą płacić spore grzywny. I tak jeden głupi pomysł rujnuje życie całych rodzin, zarówno materialnie, jak i ich pozycję społeczną.

dodany 2009-03-10 09:24 przez dobruśka

źródło: Gazeta Wyborcza Płock

Komentarze:

Nie ma żadnych komentarzy.